środa, 5 września 2012

2.Jeszcze jedno słowo...


-Dlaczego to tyle trwa?
-Joe,uspokój się, przecież nic się jej nie dzieje, to są zwykłe badania. A w dodatku dopiero co ją wzięli. -uspokajała mnie Selena.
-Stary może kawę?-zapytał Kevin wyraźnie przestraszony moim ostatnim zachowaniem.
-Jeśli cię to uszczęśliwi...-odparłem zrezygnowany, i dalej już nie słuchałem ich dialogów. Co prawda to rozumiem ich zachowanie, bo sam się dziwię, co się ze mną dzieje. Dziwne uczucie które sprawia że na niczym nie panujesz. Jeszcze sekundę temu wszystko było normalne, a za chwilę to powraca. Nawet sam nie wiem jak można to opisać, jest to taki rodzaj złości, bezradności, lęku pomieszanego z bólem. Te uczucia są silne, ale jeśli spotkają się ze sobą robią coś nie do pokonania. Niszczą wszystkie twoje myśli i dają nowe, inne zupełnie odbiegające od rzeczywistości, straszniejsze. Kiedy już zapanują nad myślami przechodzą głębiej, aż w końcu zapanują nad całym tobą. Demi żyje powtarzałem w kółko, to dawało mi coś w rodzaju ulgi? Ale tylko pół, tak jak by cię bolał ząb a ty wziąłbyś lekarstwo które działało by tylko na połowie. "Jeśli cierpi jedna połowa, druga połowa cierpi jeszcze bardziej" Te słowa właśnie huczały mi w głowie. Nie wiem czemu ale są mi jakoś bliskie. To jest kolejne dziwne i nie do opisania uczucie. To zdanie pojawiło się tak nagle, tak jak by było wskazówką. Kluczem do rozwiązania wszystkich problemów. Tylko skąd one się wzięły. -Jeśli cierpi jedna połowa...-mruczałem pod nosem. -...druga połowa, druga połowa hmm... druga połowa....-powtarzałem w kółko.
-Mówiłeś coś.
-Nie nic, zdawało ci się.
-Ooooook.
-Hmmm... druga połowa, druga połowa...-dalej mruczałem, co zaczęło powoli przerażać moich znajomych. Lecz mnie to w najmniejszym stopniu tak bardzo nie obchodziło. -Druga połowa!-wykrzyknąłem na cały szpital. Te słowa mówiła zawsze moja babcia. Która pewnie teraz chciała mi tym coś powiedzieć. Bo jak to logicznie wytłumaczyć. Zawsze jak mam jakieś problemy, albo jak odnoszę jakieś sukcesy to czuję jej obecność. Trochę to dziwne. 19 lat i w takie rzeczy wierzy. Co do babci to była moją najbliższą osobą. Prawie cały  czas spędzałem z nią. Kiedy wstawałem rano szedłem do niej, do domu wracałem na noc no na wieczór :) . Babcia zawsze miała jakieś zajęcie, zawsze się z nią dogadywałem. Może i nie wiedziała jak napisać smsa czy nie miała założonej poczty może i nawet nie widziała na oczy mp3 czy płyty CD ale zawsze ale to zawsze potrafiłem się z nią dogadać. Zawsze to ona mnie najlepiej rozumiała. Potrafiła doradzić. Kiedy spędzałem z nią czas czułem że jednak jestem dla kogoś ważny, że komuś zależy na tym Joe do którego w szkole odzywa się tylko nauczyciel i to nie chętnie. Że mimo tego jakim to bym nie był głupkiem ona potrafiła udowodnić że nawet taki ja miałem swoje pozytywne strony. Tęsknię za tobą babciu. Pomyślałem a jedna łza zaczęła wydostawać się z oka. Natychmiast ją starłem, mam nadzieję że nikt nie widział.Tylko co babcia chciała mi tym powiedzieć? Nie ważne, samo się wyjaśni. Ja nie wiem co się dzieje z moją przyjaciółką!
-Joe, Joe, Joseph...!!! -nick darł mi się do ucha i potrząsał.
-Co? I co ty robisz? nie możesz normalnie powiedzieć Joe?
-Nie, nie mogę, mówiłem ale nie działało i drę się chyba 10 minut.
-A drzesz się bo?
-Bo ci chciałem powiedzieć że Demi skończyła badania i że możemy ją wszyscy odwiedzić. Pomyślałem że miło by było jak byś poszedł.
-No racja, dzięki. Odpowiedziałem zmieszany i powędrowałem w stronę sali w której leżała Demi. Selena siedziała na jedynym krześle w tej sali, Kevin na czymś w rodzaju dwuosobowej  sofy. Nick zmierzał w stronę Kevina zostawiając mnie samego na środku sali, ehhh... Czarna obdarzyła mnie spojrzeniem a jej oczy maksymalnie się powiększyły, po chwili można było zobaczyć w nich zmieszanie i współczucie. Wzięła swoją torebkę i powędrowała w stronę chłopaków prawdopodobnie wcisnąć się w małą szparkę która jeszcze została na tym czymś do siedzenia. Posłała mi lekki uśmiech i skierowała oczy w stronę krzesła dając mi tym samym rozkaz bym na nim usiadł. Czyżby litość? Ja naprawdę muszę koszmarnie wyglądać, tak też się czuję. Z wdzięcznością usiadłem na krześle obok łóżka, oparłem się o ścianę, głowę lekko przechyliłem do tyłu i zamknąłem oczy mając nadzieję że moje zmęczenie choć troszkę zniknie. Niestety nadzieja matką głupich. 
-Kevin, miałes mi przynieś kawę. 
-Przynosiłem ci! Już cztery więcej już nie będziesz pił! -powiedział lekko zirytowany całą sytuacją. Czyżbym wypił już cztery kawy! Czy to wo gule możliwe? Po ostatnim wypowiedzeniu mojego brata nastąpiła długa niezręczna cisza której nikt nie miał jak widać zamiaru przerwać. No tak, zazwyczaj to przerywa ją Demi która nie ma teraz siły mówić, albo ja... który o dziwo chyba po raz pierwszy ma zero energii. Ta cisza naprawdę wkurza, nawet i przeraża! Kto by pomyślał że pomiędzy takimi przyjaciółmi mogła by zapaść tak niezręczna cisza. To wszystko przez ten wypadek! To wszystko przeze mnie! Gdybym mógł... co ja się oszukuję! Mogłem! Wtedy wszystko mogłem! Mogłem wyjść wcześniej! Demi by nie spadła, a ja dopadł bym tego skur**syna i zrobił to co on chciał zrobić Demi! Nie to nie było by nawet w połowie takie! To było by dużo, dużo, dużo gorsze! Przysięgam że go w końcu dopadnę. A wtedy niech się dupek modli o interwencję Boga! Ja po prostu dalej nie pojmuję jak można komuś coś takiego zrobić! Greg jeszcze wszystkiemu zaprzecza, on nie ma sumienia! Ale przecież ja go widziałem to są wystarczające dowody! Na jego miejscu już wolałbym dostać dożywocie! Popamięta mnie gnój, już ja o to zadbam, to będzie jego najgorszy czas! ...

[Joanne (ciocia Demi)]
-Dzień dobry! Nie wie pani gdzie leży Demi Lovato? Podobno mieli jej zmienić salę.-powiedziałam sztucznie miło do recepcjonistki. 
-A kim pani jest? -zapytała z wrogim spojrzeniem. No nie! przyjaciół wpuścili a tu nagle się tak pytają!  
-Jestem jej ciocią-powiedziałam obdarzając ją wrogim spojrzeniem. 
-Imię i nazwisko-odpowiedziała lekko przerażona.
-Joanne Lovato. 
-Aha to pani! To przepraszam. Sala 103. 
-Dziękuję nic nie szkodzi...93, 95, 97, 99, 101, i jest 103-uchyliłam lekko drzwi a moim oczom ukazał się dość śmieszny widok. Kevin który spał na podłodze, pewnie spadł z tej starej i zniszczonej sofy, Selena która spała rozłożona na Nicku, który miał ręce na biodrach Seleny a głowę dziwnie pochyloną. I oczywiście Joe. Który siedział na krześle, a głowę miał przechyloną do tyłu i troszkę otworzoną buzię. Miał minę jak by planował kogoś zabić. A chyba Demi nie spała, trzymała rękę Joego a jej powieki ciągle się ruszały. -Demi...-szepnęłam cicho żeby jej nie obudzić jak by spała, ale i tak głośno żeby to na pewno usłyszała. Odwróciła głowę w moją stronę i na jej twarzy pojawił się minimalny uśmiech. 
-Dzień dobry. -powiedziała równie cicho żeby nie obudzić reszty.
-Jak się czujesz?-zapytałam już trochę głośniej, dobra bardzo głośno, niestety ani jedno nie drgnęło,... mieć takich przyjaciół to skarb. Nie chodzi mi o to  że dobrze że się nie obudzili tylko o to że śpią tu zamiast w domu. Przecież równie dobrze mogliby iść pod pretekstem zmęczenia. 
-Ciociu...-odpowiedziała posyłając mi gardzące spojrzenie. Czy ona mnie naprawdę nie zna? Przecież ja im długo nie dam spać... Natura po bracie. 
-No co?-zapytałam udając zdezorientowaną, teraz patrzy na mnie z tą miną kota ze Shreka, dobra niech zna moją dobroć.
-Dobrze kochanie, zrobię wyjątek :) -po chwili ciszy która nastąpiła między mną a Demi nastąpił dziwny huk. Obie obróciłyśmy głowy w stronę hałasu. Sprawcą hałasu jest Selena która spadła z sofy na Kevina, a sofa ponieważ ma już swoje lata i nie jest już taka bezpieczna przewróciła się razem z Nickiem. Na twarzy Demi zagościł lekki uśmiech, a na głowie Nicka pewnie zagości guz. 
-Co się kur.....
-Nick-powiedziała tak głośno jak mogła Demi.  I skierowała oczy w moją stronę dając Nickowi znak że jestem.
-....czaczek dzieje? 
-Ściągnijcie ze mnie tego krokodyla!-krzyczał Kevin przez sen. 
-Hahahahahahahahahahahahaha...-wybuchnął Nick śmiechem a Selena zrobiła się czerwona ze złości. Biedny Kevin.
-Ja ci dam krokodyla! Co ty sobie wyobrażasz! Jak możesz się tak zachowywać! Ty pajacu! Idioto! Buraku z którego się nawet nie da cukru zrobić! -krzyczała waląc Kevina grubą książką, skąd ona wzięła tą książkę? Nieważne. Kevin natychmiast się obudził, nie ukrywam że był dość zszokowany i przestraszony.
-Co ci odbija Selena!-krzyknął maskując rękami swoją twarz.
-Ty się jeszcze pytasz! Mi odbija!? Mi?! Ja ci tu dam krokodyla! Bydle z ciebie! Masz kudły jak nietoperz! 
-Jak nietoperz?-zapytał Nick zwijający się ze śmiechu albo z bólu. 
-Tak jak nietoperz! Jak brzydki owłosiony nietoperz! 
-Ale nietoperz...
-Nick zamknij tego ryja! 
-Selena przestań to boli!
-I ma boleć ty gadzie niewyrośnięty! Matka cię w chlewie powinna chować! Jesteś niczym zepsuty stek rosnący na gnoju! 
-Ale steki to nie są rośliny! -poprawiał za każdym zdaniem Nick, Selenę a co do Seleny to jeszcze nie słyszałam żeby była tak wkurzona.
-Dobrze wiem co to są steki! Ty masz dziób jak kangur! Tobie to nawet świnia nie dorównuje! Twój głos skrzeczy jak głos ryby! 
-Ale kangury nie...
-Jeszcze jedno słowo a dostaniesz tą sofą! -krzyknęła w stronę Loczka. Jedyna osoba która spała to Joe. Biedak musiał być bardzo zmęczony że go nie obudziły te krzyki Seleny.
-Selena, natychmiast pod okno. I bez gadania.-powiedziała Demi a czarna natychmiast ją posłuchała i ze złością powędrowała na drugi koniec sali...  Nick i Kevin usiedli grzecznie na sofie. 
-Jak się czujesz?-zapytała już mniej zdenerwowana Selena. 
-Źle. -odpowiedziała krótko i na temat Demi. Właśnie w tym czasie Joe się obudził, przetarł sobie oczy głośno ziewając. Wszyscy się z niego zaśmiali.
-Auć moja szyja. I co się tak cieszycie.
-A nic nic. -odpowiedział Kevin a Selena posłała mu groźne spojrzenie. 
-Oh. Weź zamknij tego ryja! Masz żółte zęby jak kura...
-Selena... Wszystko w porządku?-zapytał zaspany jeszze Joe! Ona to tak po prostu zignorowała. Pewnie tylko dlatego że wiedziała co przeżywa, inaczej by i mu się dostało. -yy.... czy coś mnie ominęło? -zapytał znowu ale nie dostał odpowiedzi.
-Selena w kącie. -powiedziała ostrzegawczo demi widząc że  Czarna ma zamiar podejść do Kevina.
-Czy coś mnie ominęło?-zapytał ponownie Joe. 
-Oh tak. -odpowiedziała Demi, wygląda na strasznie zmęczoną!W między czasnie przyszedł lekarz i kazał wszystkim wyjść tylko nie mi. Pewnie ma jakieś wiadomości, tylko czy dobre? 

      
Weeeeeeeeeeee....
Napisałam go wreszcie xD <radocha>
Wiem że przynudzam ale i tak się cieszę że go napisałam :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz