środa, 5 września 2012

3.Tyle pytań, zero odpowiedzi.


[Demi]
-Więc mam dla was parę wiadomości. Niekoniecznie dobre. Więc Demi, twoją nogę czeka operacja…- powiedział a mnie przeszły dreszcze na samo słowo „operacja” ciocia ścisnęła mocniej moją rękę i z cierpliwością czekała na kolejne słowa lekarza. Niepokoją mnie także twoje wyniki badań. Dla pewności zrobimy nowe.
-A ile jeszcze tutaj będę musiała siedzieć?- zapytałam wyraźnie zdołowana faktem iż nie zanosi się na to żebym w szybkim czasie została wypisana.
-Z tym to ja bym się nie śpieszył. Jeszcze wiele przed tobą. W ogóle to cud że jeszcze żyjesz. –powiedział i wyszedł. Nie zamknął jeszcze dobrze drzwi a do sali wparowali moi przyjaciele.
-I co? Jakie wieści? Pozytywne? Hmmm…? Powiedzcie że pozytywne. Wszystko dobrze tak? –pytała się mnie i cioci Selena, nakręcając się coraz bardziej z każdym pytaniem. Co ja mam im teraz powiedzieć!? Popatrzyłam znacząco na ciocię żeby czasem nic nie mówiła o operacji i moim stanem zdrowia. No wiem że łatwo się domyślić że nie jest dobrze ponieważ nawet ciężko mi rękę podnieść i mówię cichym i zachrypniętym głosem, więc nie sądzę żeby myśleli że ze mną wszystko dobrze, chociaż w ich przypadku to trochę możliwe. Ehhhh… moi głuptoki J  
-Wszystko dobrze. – powiedziałam patrząc tępo w sufit.
-To wspaniale! – krzyknęła Selena, a ciocia od razu skarciła ją za jej „głośne” zachowanie. Mi tam ona nie przeszkadza, wszystko mnie i tak boli, więc jak parę razy moja przyjaciółka powrzeszczy to nie odczuję wielkiej różnicy… Dopiero po minucie byłam w stanie popatrzeć na najbliższe mi, albo jakbym to lepiej ujęła jedyne kochające mnie osoby, które właśnie okłamałam.  Normalnie żyć nie umierać. Czy to sarkastyczne przysłowie nie jest zbyt bliskie teraźniejszemu tematowi mojego życia? Ale wracając do sedna sprawy. W ich oczach widziałam małe bo małe, ale zawsze jakieś iskierki szczęścia. Może dobrze zrobiłam?
-No miło było ale niestety Demi muszę iść do pracy. I tak już szef jest na mnie nieźle wkurzony. Przepraszam skarbie. Poradzicie sobie beze mnie?
-Oczywiście.- powiedzieli chórem a ja tylko przytaknęłam gdyż nie miałam już siły na najmniejsze słowo. Co prawda czuje się okropnie. Ból rozwala mnie od środka, lecz mimo wszystko staram się by na zewnątrz było wszystko w porządku. Nawet nie wiem dlaczego. Męczę się tym jeszcze bardziej. Mama pewnie by powiedziała swoje słynne „Curuś, wiem że chcesz wszystkich uszczęśliwić, ale nie pokazując bólu wcale go nie zniszczysz” zawsze tak mówiła… Zawsze wiedziała jak się czuję. Potrafiła doradzić… tęsknię. Dlaczego do niej nie poszłam? Przecież wystarczyło chwycić jej rękę. Mogłabym być teraz z nią. Może nie musiałaby mi doradzać, pomagać podjąć trudne decyzje, bo by zwyczajnie już nie było problemów. Myśląc tak chyba usnęłam gdyż nie pamiętam co się dalej działo.
[Selena]
 Wierzyć jej czy nie wierzyć? Przecież Demi nigdy nie mówiła że jej źle. Ona nigdy nie chciała robić kłopotu innym co jest według mnie zwyczajną bzdurą gdyż jest jeszcze więcej kłopotu bo się wie że z kochaną Demuchą coś się dzieje a ona nic nie mówi. Yyy… moje myśli są trochę dziwne ale to chyba wina tych trzech kaw. Ale wracając  do  sprawy to dalej zastanawiam się czy jej wierzyć czy nie. Ale myślę że raczej wierzyć, bo przecież ciocia by nam coś powiedziała. Ehhh… kochana ciocia. Znaczy dla mnie to nie ciocia ale jak jestem u Demi to ona traktuje mnie tak jak własną córkę. Z reszta Jonasów też no tylko nie jak córkę tylko jak synów. Chociaż ciekawie by wyglądali w rolach dziewczyn ^^. No i prawdę mówiąc to samo dzieje się z moją mamą i mamą Jonasów. Więc tworzymy wielką rodzinę. Można by z tego książkę napisać, ale taką fajną. Taką naprawdę fajną. No i znowu wkraczamy w głupie rozmowy myśli Panny Seleny Marii Gomez z Meksykańsko-Francusko-Koreańskimi korzeniami. Z rodu… z rodu… z rodu Gomezów. Tak z rodu Gomezów. Mój pra, pra, pra, pra, pra… pra, pra Dziadek Seleneusz Gomezusz V Wielki był królem… matko, Selena weź się puknij w łeb, albo najlepiej nie pij już więcej kawy. Bo za niedługo okaże się że ‘mleko to suszona mąka’ {przyp. aut. inf. Kaja (moja tii) <3]
-Tak jakoś dziwnie nie ma tematów. –powiedział szeptem Nick gdyż biedna Demucha spała.
-No racja, nie ma o czym rozmawiać. Trochę to nienaturalne bo przecież zawsze mamy tematy do rozmowy… -odpowiedziałam tak samo szeptem.
-A ja myślę że my po prostu jesteśmy za bardzo zmęczeni i nie mamy siły na rozmowę. –odpowiedział tym razem Joe, który ostatni w ogóle dziwnie mało mówi.
-Może to i też prawda. Jak myślicie wyjdzie z tego? –zapytałam od tak żeby było o czym rozmawiać.
-Dlaczego by niby miała  nie wyjść? –na moje pytanie odpowiedział kolejnym pytaniem Kevin.
-Sama nie wiem… Tak tylko głośno myślę. Przecież lekarze nie dawali jej szans.
-Ale ona jest silna i wyjdzie z wszystkiego. – to zdanie wypadło z ust Joego. Który chwilę potem wyszedł i dość długo nie wracał.
***
[Nick]
-Co się dzieje z tym Joe? –zapytałem już trochę zdenerwowany gdyż chłopaka nie było ponad półtorej godziny.
-Jest dorosły… -odpowiedziała jak mało kiedy opanowana Selena.
-Dorosły to on jest ale tylko wiekowo, umysłowo to bym nie powiedział.
-Wiesz, w normalnym przypadku bym się martwiła… Ale widziałeś jak się przejmował stanem Demi, i widziałeś jaki był zmęczony, więc może poszedł się przewietrzyć, albo przemyśleć parę spraw, poukładać sobie coś, lub po prostu odpocząć.
-No może to i racja…   Ale wiesz jaki on jest? Kieruje się zawsze emocjami, kto wie co mu pod ich wpływem do głowy przyjdzie?
[Joe]
 Mam już tego dość. Nie mogą porozmawiać o Delfinach na przykład? To mnie już przerasta. Dlaczego nikt tego nie może zrozumieć?! …… Wyszedłem ze szpitala i skierowałem się na tył budynku. Wyciągnąłem z kieszeni papierosa i próbowałem go zapalić już chyba zużytą zapalniczką.To Demi nauczyla mnie palić. Znaczy, ona nigdy nie chciała żebyśmy byli tacy jak ona. Nigdy nie chciała żeby którekolwiek z nas miało podobny styl życia do jej. Po prostu jak już dyła dobrze wstawiona i gdała różnorodne rzeczy, powiedziała że papierosy dają jej ulgę, i wewnętrzne wyciszenie. Gdy wychodziła (dobra wyprowadziłem ją) zapalić, namawiała mnie do spróbowania. Uległem. Ale tej rzeczy nie żałuję. Naprawdę pomagają. … Rozmyślania przerwała mi rozmowa pielęgniarki z lekarzem, którzy na dodatek zajmowali się Demi. Przybliżyłem się do okna, i jak to ładnie mówią „zbierałem informacje innych ludzi”, no ok…. po prostu podsłuchiwałem.
-Mam tu zdjęcia pacjentki. –powiedziała młoda kobieta,
-Jakiej? –zapytał lekarz, mało zainteresowany sprawą.
-Demi Lovato.
-Ahhhh….
-Coś nie tak.
-Szkoda mi tej dziewczyny, jeszcze przed nią długa droga.
-Myśli pan że operacja się jej nie uda? Co wtedy z nogą? – Co?! Jaka operacja?! Jaka noga?! Tyle pytań zero odpowiedzi.
-Tu nie chodzi tylko o nogę. Sprawa wygląda gorzej bo jest tylko 25% że operacja się uda. A 75% że jednak się nie uda. Jeśli się nie uda to…
-To dziewczyna może stracić także czucie drugiej nogi.
-Tak dokładnie.
-Ciekawe jak się czuje z wiedzą że ma aż 75% szans na to że nigdy już nie będzie chodzić.
-Ja myślę że teraz jest tak słaba że raczej przejmuje się bólem niż brakiem czucia nogi. –odpowiedział Doktor wychodząc z sali. … Czy ja dobrze słyszałem? Czy Demi? Czy ona może… zostać kaleką?! Przez jednego Debila może już nigdy nie chodzić?! … Złamałem papierosa i rzuciłem go na ziemię. Założyłem kaptur na głowę i poszedłem załatwić coś co już sobie dawno obiecałem.
 …
 Gdze go mogę znaleźć? Hmmm… idioto może w domu? Bez problemu wszedłem do szesnasto piętrowego domu. Wyjechałem winda na 14 piętro i powolnym krokiem jakby nigdy nic (mając w myślach dużo różnych myśli) szłem pod mieszkanie nr 204. [tak, tak, dokładnie pamiętam gdzie ten sukinsyn mieszka. No ale często chodziła do niego Demi, i często było tak że za dużo wypiła żeby wracać, więc ją brałem…] Zacząłem walić w drzwi jak opętany, po jakiejś minucie zamieiłem swoje myśli w słowa… Wrzeszcząc i delikatnie nazwać „pukając” narobiłem niezłego hałasu.
-Ej, Joe… Greg’a nie ma. –powiedział mój stary kumpel który akurat miał mieszkanie obok tego gnoja. Pewnie wyszedł bo mu przeszkadzałem w odsypianiu wczorajszej nocy. Ehh… nawet jeszcze dobrze nie kojarzy o co chodzi.
-Jak to? –zapytałem jak jakiś niedorozwinięty.
-No normalnie. W prawcy jest. –powiedział, a ja pędem ruszyłem się w stronę wyjścia. Mimo dośc długiego upływu czasu emocje mi nie opadły, wręcz przeciwnie, za każdą sekundą miałem coraz większą ochotę go zabić. No i oczywiście po to jechałem. Bez problemu wszedłem do klubu w którym pracował Greg. Widząc go samego za barem powędrowałem w jego stronę z chytrym uśmieszkiem.
      
Wiem że zawaliłam cały rozdział. Głównie to chyba końcówką
która miała byc dłuższa i bardziej interesująca.
Lecz z powodu małej ilości weny i czasu który mogłam przeznaczyć
na pisanie bloga napisałam wlasnie coś takiego.

2.Jeszcze jedno słowo...


-Dlaczego to tyle trwa?
-Joe,uspokój się, przecież nic się jej nie dzieje, to są zwykłe badania. A w dodatku dopiero co ją wzięli. -uspokajała mnie Selena.
-Stary może kawę?-zapytał Kevin wyraźnie przestraszony moim ostatnim zachowaniem.
-Jeśli cię to uszczęśliwi...-odparłem zrezygnowany, i dalej już nie słuchałem ich dialogów. Co prawda to rozumiem ich zachowanie, bo sam się dziwię, co się ze mną dzieje. Dziwne uczucie które sprawia że na niczym nie panujesz. Jeszcze sekundę temu wszystko było normalne, a za chwilę to powraca. Nawet sam nie wiem jak można to opisać, jest to taki rodzaj złości, bezradności, lęku pomieszanego z bólem. Te uczucia są silne, ale jeśli spotkają się ze sobą robią coś nie do pokonania. Niszczą wszystkie twoje myśli i dają nowe, inne zupełnie odbiegające od rzeczywistości, straszniejsze. Kiedy już zapanują nad myślami przechodzą głębiej, aż w końcu zapanują nad całym tobą. Demi żyje powtarzałem w kółko, to dawało mi coś w rodzaju ulgi? Ale tylko pół, tak jak by cię bolał ząb a ty wziąłbyś lekarstwo które działało by tylko na połowie. "Jeśli cierpi jedna połowa, druga połowa cierpi jeszcze bardziej" Te słowa właśnie huczały mi w głowie. Nie wiem czemu ale są mi jakoś bliskie. To jest kolejne dziwne i nie do opisania uczucie. To zdanie pojawiło się tak nagle, tak jak by było wskazówką. Kluczem do rozwiązania wszystkich problemów. Tylko skąd one się wzięły. -Jeśli cierpi jedna połowa...-mruczałem pod nosem. -...druga połowa, druga połowa hmm... druga połowa....-powtarzałem w kółko.
-Mówiłeś coś.
-Nie nic, zdawało ci się.
-Ooooook.
-Hmmm... druga połowa, druga połowa...-dalej mruczałem, co zaczęło powoli przerażać moich znajomych. Lecz mnie to w najmniejszym stopniu tak bardzo nie obchodziło. -Druga połowa!-wykrzyknąłem na cały szpital. Te słowa mówiła zawsze moja babcia. Która pewnie teraz chciała mi tym coś powiedzieć. Bo jak to logicznie wytłumaczyć. Zawsze jak mam jakieś problemy, albo jak odnoszę jakieś sukcesy to czuję jej obecność. Trochę to dziwne. 19 lat i w takie rzeczy wierzy. Co do babci to była moją najbliższą osobą. Prawie cały  czas spędzałem z nią. Kiedy wstawałem rano szedłem do niej, do domu wracałem na noc no na wieczór :) . Babcia zawsze miała jakieś zajęcie, zawsze się z nią dogadywałem. Może i nie wiedziała jak napisać smsa czy nie miała założonej poczty może i nawet nie widziała na oczy mp3 czy płyty CD ale zawsze ale to zawsze potrafiłem się z nią dogadać. Zawsze to ona mnie najlepiej rozumiała. Potrafiła doradzić. Kiedy spędzałem z nią czas czułem że jednak jestem dla kogoś ważny, że komuś zależy na tym Joe do którego w szkole odzywa się tylko nauczyciel i to nie chętnie. Że mimo tego jakim to bym nie był głupkiem ona potrafiła udowodnić że nawet taki ja miałem swoje pozytywne strony. Tęsknię za tobą babciu. Pomyślałem a jedna łza zaczęła wydostawać się z oka. Natychmiast ją starłem, mam nadzieję że nikt nie widział.Tylko co babcia chciała mi tym powiedzieć? Nie ważne, samo się wyjaśni. Ja nie wiem co się dzieje z moją przyjaciółką!
-Joe, Joe, Joseph...!!! -nick darł mi się do ucha i potrząsał.
-Co? I co ty robisz? nie możesz normalnie powiedzieć Joe?
-Nie, nie mogę, mówiłem ale nie działało i drę się chyba 10 minut.
-A drzesz się bo?
-Bo ci chciałem powiedzieć że Demi skończyła badania i że możemy ją wszyscy odwiedzić. Pomyślałem że miło by było jak byś poszedł.
-No racja, dzięki. Odpowiedziałem zmieszany i powędrowałem w stronę sali w której leżała Demi. Selena siedziała na jedynym krześle w tej sali, Kevin na czymś w rodzaju dwuosobowej  sofy. Nick zmierzał w stronę Kevina zostawiając mnie samego na środku sali, ehhh... Czarna obdarzyła mnie spojrzeniem a jej oczy maksymalnie się powiększyły, po chwili można było zobaczyć w nich zmieszanie i współczucie. Wzięła swoją torebkę i powędrowała w stronę chłopaków prawdopodobnie wcisnąć się w małą szparkę która jeszcze została na tym czymś do siedzenia. Posłała mi lekki uśmiech i skierowała oczy w stronę krzesła dając mi tym samym rozkaz bym na nim usiadł. Czyżby litość? Ja naprawdę muszę koszmarnie wyglądać, tak też się czuję. Z wdzięcznością usiadłem na krześle obok łóżka, oparłem się o ścianę, głowę lekko przechyliłem do tyłu i zamknąłem oczy mając nadzieję że moje zmęczenie choć troszkę zniknie. Niestety nadzieja matką głupich. 
-Kevin, miałes mi przynieś kawę. 
-Przynosiłem ci! Już cztery więcej już nie będziesz pił! -powiedział lekko zirytowany całą sytuacją. Czyżbym wypił już cztery kawy! Czy to wo gule możliwe? Po ostatnim wypowiedzeniu mojego brata nastąpiła długa niezręczna cisza której nikt nie miał jak widać zamiaru przerwać. No tak, zazwyczaj to przerywa ją Demi która nie ma teraz siły mówić, albo ja... który o dziwo chyba po raz pierwszy ma zero energii. Ta cisza naprawdę wkurza, nawet i przeraża! Kto by pomyślał że pomiędzy takimi przyjaciółmi mogła by zapaść tak niezręczna cisza. To wszystko przez ten wypadek! To wszystko przeze mnie! Gdybym mógł... co ja się oszukuję! Mogłem! Wtedy wszystko mogłem! Mogłem wyjść wcześniej! Demi by nie spadła, a ja dopadł bym tego skur**syna i zrobił to co on chciał zrobić Demi! Nie to nie było by nawet w połowie takie! To było by dużo, dużo, dużo gorsze! Przysięgam że go w końcu dopadnę. A wtedy niech się dupek modli o interwencję Boga! Ja po prostu dalej nie pojmuję jak można komuś coś takiego zrobić! Greg jeszcze wszystkiemu zaprzecza, on nie ma sumienia! Ale przecież ja go widziałem to są wystarczające dowody! Na jego miejscu już wolałbym dostać dożywocie! Popamięta mnie gnój, już ja o to zadbam, to będzie jego najgorszy czas! ...

[Joanne (ciocia Demi)]
-Dzień dobry! Nie wie pani gdzie leży Demi Lovato? Podobno mieli jej zmienić salę.-powiedziałam sztucznie miło do recepcjonistki. 
-A kim pani jest? -zapytała z wrogim spojrzeniem. No nie! przyjaciół wpuścili a tu nagle się tak pytają!  
-Jestem jej ciocią-powiedziałam obdarzając ją wrogim spojrzeniem. 
-Imię i nazwisko-odpowiedziała lekko przerażona.
-Joanne Lovato. 
-Aha to pani! To przepraszam. Sala 103. 
-Dziękuję nic nie szkodzi...93, 95, 97, 99, 101, i jest 103-uchyliłam lekko drzwi a moim oczom ukazał się dość śmieszny widok. Kevin który spał na podłodze, pewnie spadł z tej starej i zniszczonej sofy, Selena która spała rozłożona na Nicku, który miał ręce na biodrach Seleny a głowę dziwnie pochyloną. I oczywiście Joe. Który siedział na krześle, a głowę miał przechyloną do tyłu i troszkę otworzoną buzię. Miał minę jak by planował kogoś zabić. A chyba Demi nie spała, trzymała rękę Joego a jej powieki ciągle się ruszały. -Demi...-szepnęłam cicho żeby jej nie obudzić jak by spała, ale i tak głośno żeby to na pewno usłyszała. Odwróciła głowę w moją stronę i na jej twarzy pojawił się minimalny uśmiech. 
-Dzień dobry. -powiedziała równie cicho żeby nie obudzić reszty.
-Jak się czujesz?-zapytałam już trochę głośniej, dobra bardzo głośno, niestety ani jedno nie drgnęło,... mieć takich przyjaciół to skarb. Nie chodzi mi o to  że dobrze że się nie obudzili tylko o to że śpią tu zamiast w domu. Przecież równie dobrze mogliby iść pod pretekstem zmęczenia. 
-Ciociu...-odpowiedziała posyłając mi gardzące spojrzenie. Czy ona mnie naprawdę nie zna? Przecież ja im długo nie dam spać... Natura po bracie. 
-No co?-zapytałam udając zdezorientowaną, teraz patrzy na mnie z tą miną kota ze Shreka, dobra niech zna moją dobroć.
-Dobrze kochanie, zrobię wyjątek :) -po chwili ciszy która nastąpiła między mną a Demi nastąpił dziwny huk. Obie obróciłyśmy głowy w stronę hałasu. Sprawcą hałasu jest Selena która spadła z sofy na Kevina, a sofa ponieważ ma już swoje lata i nie jest już taka bezpieczna przewróciła się razem z Nickiem. Na twarzy Demi zagościł lekki uśmiech, a na głowie Nicka pewnie zagości guz. 
-Co się kur.....
-Nick-powiedziała tak głośno jak mogła Demi.  I skierowała oczy w moją stronę dając Nickowi znak że jestem.
-....czaczek dzieje? 
-Ściągnijcie ze mnie tego krokodyla!-krzyczał Kevin przez sen. 
-Hahahahahahahahahahahahaha...-wybuchnął Nick śmiechem a Selena zrobiła się czerwona ze złości. Biedny Kevin.
-Ja ci dam krokodyla! Co ty sobie wyobrażasz! Jak możesz się tak zachowywać! Ty pajacu! Idioto! Buraku z którego się nawet nie da cukru zrobić! -krzyczała waląc Kevina grubą książką, skąd ona wzięła tą książkę? Nieważne. Kevin natychmiast się obudził, nie ukrywam że był dość zszokowany i przestraszony.
-Co ci odbija Selena!-krzyknął maskując rękami swoją twarz.
-Ty się jeszcze pytasz! Mi odbija!? Mi?! Ja ci tu dam krokodyla! Bydle z ciebie! Masz kudły jak nietoperz! 
-Jak nietoperz?-zapytał Nick zwijający się ze śmiechu albo z bólu. 
-Tak jak nietoperz! Jak brzydki owłosiony nietoperz! 
-Ale nietoperz...
-Nick zamknij tego ryja! 
-Selena przestań to boli!
-I ma boleć ty gadzie niewyrośnięty! Matka cię w chlewie powinna chować! Jesteś niczym zepsuty stek rosnący na gnoju! 
-Ale steki to nie są rośliny! -poprawiał za każdym zdaniem Nick, Selenę a co do Seleny to jeszcze nie słyszałam żeby była tak wkurzona.
-Dobrze wiem co to są steki! Ty masz dziób jak kangur! Tobie to nawet świnia nie dorównuje! Twój głos skrzeczy jak głos ryby! 
-Ale kangury nie...
-Jeszcze jedno słowo a dostaniesz tą sofą! -krzyknęła w stronę Loczka. Jedyna osoba która spała to Joe. Biedak musiał być bardzo zmęczony że go nie obudziły te krzyki Seleny.
-Selena, natychmiast pod okno. I bez gadania.-powiedziała Demi a czarna natychmiast ją posłuchała i ze złością powędrowała na drugi koniec sali...  Nick i Kevin usiedli grzecznie na sofie. 
-Jak się czujesz?-zapytała już mniej zdenerwowana Selena. 
-Źle. -odpowiedziała krótko i na temat Demi. Właśnie w tym czasie Joe się obudził, przetarł sobie oczy głośno ziewając. Wszyscy się z niego zaśmiali.
-Auć moja szyja. I co się tak cieszycie.
-A nic nic. -odpowiedział Kevin a Selena posłała mu groźne spojrzenie. 
-Oh. Weź zamknij tego ryja! Masz żółte zęby jak kura...
-Selena... Wszystko w porządku?-zapytał zaspany jeszze Joe! Ona to tak po prostu zignorowała. Pewnie tylko dlatego że wiedziała co przeżywa, inaczej by i mu się dostało. -yy.... czy coś mnie ominęło? -zapytał znowu ale nie dostał odpowiedzi.
-Selena w kącie. -powiedziała ostrzegawczo demi widząc że  Czarna ma zamiar podejść do Kevina.
-Czy coś mnie ominęło?-zapytał ponownie Joe. 
-Oh tak. -odpowiedziała Demi, wygląda na strasznie zmęczoną!W między czasnie przyszedł lekarz i kazał wszystkim wyjść tylko nie mi. Pewnie ma jakieś wiadomości, tylko czy dobre? 

      
Weeeeeeeeeeee....
Napisałam go wreszcie xD <radocha>
Wiem że przynudzam ale i tak się cieszę że go napisałam :) 

wtorek, 4 września 2012

1.Zaraz go nie będzie.


[Demi]
 ~Coś ty z sobą zrobiła?
 ~Ty jesteś kompletnie pijana!
 ~Daj jej spać, i tak nic nie kontaktuje.
 ~Dlaczego się tak zmieniłaś?
 ~Jesteśmy z tobą, i zawsze będziemy. Doceń to.
 ~Co ci to daje?
 ~Nie dasz radę całe życie uciekać od problemów.
 ~Jak ja mam ci to wytłumaczyć, że do cholery nie jesteś sierotą!
 ~Co te narkotyki robią w twojej kurtce?
 ~Śmierdzi od ciebie papierosami!
 ~Co, filmik się urwał?
 -Demi, proszę nie rób mi tego. Wiesz że jesteś bardzo ważna. Dlaczego ty się nie obudzisz! Ty nie możesz. Pokaż że ci wszyscy lekarze się mylili. Proszę. -poza szumem który rósł w mojej głowie i wnerwiającym pikaniu aparatu w szpitalu słyszałam ten głos. Łamiący się głos mojego przyjaciela. Co się dzieje? Co z tamtymi głosami? Co z tamtymi wszystkimi zdarzeniami. Widziałam całe moje życie widziałam wszystko. Teraz słyszę coś, coś innego. To Joe. Ale, dlaczego on jest taki smutny? Czy ja go aż tak zraniłam? Ja do cholery ni nie wiem.
-Demi, Demi, Chodź do mnie, Chodź do mnie. Chcesz tego. Tęsknisz. Razem będzie nam łatwiej. Demi chodź. -drugi głos który przypominał moją mamę. Tak to była ona. A to jest jej dłoń. Mogę być z nią! Tak! Nareszcie.
-Demi, nie! Zawołać lekarza. Ona nie może umrzeć. Demi! Demi! Lekarz! DEMI!
-Znowu on. Jego głos. Ale tym razem w tle było słychać ciągły sygnał także aparatury szpitalnej. Tylko że tej która kończy życie.
-Proszę się odsunąć. -tym razem słyszałam spokojny męski głos.
-Demi! -on.
-Proszę ją zostawić!
-Joe, puść ją. -czy to, tak to na pewno Nick i Selena.
-Dziękuję.
-Zostawcie mnie. Nick! Kevin! Puśćcie mnie! -Joe
-Joe opanuj się. Tak jej tylko szkodzisz.  -Selena
-Potrzebna adrenalina! -znowu ten oby głos.
-Proszę wyjść.-teraz też obcy głos ale to jakaś kobieta.
-Dobrze.
-Nie! -Joe.
-Proszę się nim nie przejmować. Zaraz go nie będzie. To tylko z nerwów.
-Dobrze rozumiem. W końcu może zaraz stracić najważniejszą osobę w swoim życiu.
-A z kąt pani wie?
-No raczej gdyby była mu obojętna to by tak nie reagował. Przyniosę coś na uspokojenie. -Dalej już nic nie pamiętam głosy były rozmamane aż w końcu nic nie słyszałam. To samo też stało się z aparaturą która znowu zaczęła pikać. Chciałam wstać, i wykrzyczeć wszystkim że to jest żałosne. Że dalej nie wiem gdzie jestem i o co chodzi. Że ten dźwięk mnie wkurza. Ale nie mogłam. Ja Demetria Devone Lovato NIE MOGŁAM! Gdy tylko zaczynałam otwierać oczy, albo usta, pojawiała się pewna blokada, i obraz matki, której z niewiadomych przyczyn mam dość. A przecież tak chciałam z nią być, tak chciałam by znów było tak jak dawniej. Ale oczywiście wszystko musiało się zepsuć!

[Selena]
-Już minęły dwie godziny, a o Demi ani słowa. Joe jest już trochę spokojniejszy bo dostał silne leki uspokajające.
-Doktorze co z Demi? - zapytał spokojnie Kevin.
-Przepraszam, ale nie zajmuję się tą pacjentką, proszę zapytać innego lekarza.
-A może mi pan powiedzieć gdzie jest taki lekarz!- tym razem Kevin się wkurzył, co prawda nie dziwię mu się. Bo Już chyba pytał 5 lekarzy. Poszedł. Co to za szpital, ja tu zaraz dostanę szału.
-Tak nie można czekać!-krzyknął łamiącym się głosem Joe. -Dlaczego oni nic nie mówią! Do cholery to nie jest odludzie!
-Pewnie jest w okropnym stanie, albo nawet...-zaczęłam mówić ze łzami w oczach. Nawet nie wiem dlazego to mówiłam. Przecież w to nie  wierzyłam. Albo i nawet tak.
-Co ty gadasz! z nią jest wszystko ok.- przerwał mi Joe.
-Doktorze, czy do cholery powie nam ktoś co się dzieje z naszą przyjaciółką!-tym razem krzyknął Nick, wyraźnie zirytowany naszą rozmową.
-No więc ...-zaczął niepewnie lekarz, Joe od razu podniósł głowę. W jego ozach były nikłe iskierki nadziei. - Demi jest w bardzo ciężkim stanie. Walczyliśmy o jej życie. Ale nie będę owijał w bawełnę. Z panną Lovato nie jest dobrze. Niestety, ale już za długo czekamy. Jeśli nie obudzi się w ciągu dwóch dni będziemy zmuszeni...
-Można do niej wejść?-zapytał cicho Joe. Widać było że głos się mu łamie. Nie chciał słyszeć tego co lekarz ma do powiedzenia. I może i dobrze że mu przerwał?
-Tak można. Ale tylko jedna osoba. -popatrzyłam na Nicka, a potem na Kevina, i następnie wszystkie spojrzenia skierowanie zostały na Joego. Który natomiast po przeskanowaniu słów lekarza, zerwał się z miejsca i szybkim krokiem wpadł do sali gdzie leżała Demi.
-No to chodźmy do bufetu. Ciepła kawa nam się przyda.- po wypowiedzeniu tych słów przez Nicka, wszyscy zgodnie skierowaliśmy się w stronę bufetu.

[Joe]
-Weszłam do sali w której leżała Demi. Widok przeraził mnie jeszcze bardziej niż wtedy gdy widziałem ją pierwszy raz po wypadku. Była bardziej blada, i bardziej wykończona? Usiadłem koło jej łóżka (na podłodze) nie miałem na nic sił, nie miałem sił nawet się na nią popatrzeć. Chwyciłem jej rękę i oparłem głowę o łóżko strasznie twarde łóżko szpitalne. Zamknąłem oczy czując że napływają mi do nich kolejne porcje łez. Tak, dokładnie ja płakałem, to wszystko mnie przerasta nie daję sobie rady. Już nawet nie mogę uwierzyć że ona przeżyje. Przecież lekarze mało kiedy się mylą. Tylko że ona po prostu nie może umrzeć! Boże słyszysz mnie?
-Demi, ty nie możesz, nie tu nie teraz. Błagam-wyszeptałem ledwo słyszalnie, nawet ciężko było mi mówić miałem potworną chrypkę której towarzyszył ból gardła. Zaledwie pięć dni temu myślałem że człowiek może zrobić wszystko. Że jeśli mu naprawdę zależy to mu się to uda. Zawsze byłem pewny że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwej, że nigdy nikt i nic mnie nie przełamie. Byłem kurwa takim optymistą że aż nie widziałem rzeczywistości. Jak widać myliłem się. Człowiek nie ma wpływu na swoje życie. Już od urodzenia ma podpisany swój los. Tylko dlaczego to tak boli? ...

[Demi]
 Nic nie widzisz, nic nie wiesz, jesteś jakiś odosobniony. Możesz słyszeć tylko ból innych ludzi. Kiedy nie masz siły na to na co kiedyś nie chciałeś mieć siły, rozumiesz że tak naprawdę to nie ty kierujesz życiem, tylko życie tobą. Gra w coś z tobą, a ty nawet nie wiesz w co, mimo tego że masz największe udziały, nie masz pojęcia po co. Ale czy to jakieś kasyno jest.
 Czuję jego dotyk, jego nierówny oddech, jego perfumy, słyszę ale nie mogę zobaczyć, uspokoić, ja się nawet ruszyć nie mogę. Za każdym razem kiedy myślisz że już dasz radę, że jesteś w pełni sił, że już wszystko się ułoży, pojawia się siła która to doszczętni niszczy. A ty próbujesz od nowa, i od nowa,  i od nowa...

[Joe]
 Twoje szczęście jest blisko, jest blisko, nie przegap, jest blisko. W głowie huczały mi te słowa z mojego pięciominutowego snu. Może to był jakiś proroczy sen, bo właśnie teraz Demi delikatnie poruszyła ręką, i jeszcze jej tak brwi drgają. Tylko nie mam pojęcia czy to nie sen. Albo jakieś chore wymysły mojej wyobraźni.
-Joe?...-usłyszałem ledwo co słyszalny głos, tak jej głos, ona żyła, patrzyła na mnie ledwo co otwartymi i wykończonymi oczami. Po raz kolejny do moich oczu zaczęły napływać łzy, tylko tym razem łzy szczęścia. Tym razem miałem więcej siły więc bez problemów pozbyłem się babskiej natury, i już nie musiałem pokazywać swoich uczuć wszystkim dookoła.
-Co ja tu...
-Ty miałaś poważny wypadek. No właściwie to nie był wypadek. Kiedy byłaś na tym moście nad ulicą, to wtedy Greg no on zepchnął cię na z mostu. Nic by ci się nie stało bo ten most nie jest tak wysoki, ale akurat jechało auto, i ty no... -zacisnąłem mocno powieki by nie dać się po raz kolejny oczywiście, wydostać się łzą, nie mogłem nawet dokończyć,... Demi najwyraźniej widząc moje zachowanie, położyła rękę na mojej i lekko ścisnęła.
-Przepraszam.-wydukała
-Za co? To ja cię przepraszam. Ale po prostu nie mogę, gdy widzę ten obraz, to wszystko działo się tak szybko, ten krzyk, pisk opon, komentarze ludzi. A to wszystko moja wina. Gdybym nie był tak zapatrzonym w siebie kolesiem, to bym nie musiał szukać prostownicy, wyszedłbym wcześniej. Nie doszło by do tego.
-Przecież to nie jest twoja wina. Tak się po prostu miało stać. Nie masz prawa się winić. 
[...]

     
Ble, ble, ble...
Przykro mi że musicie czytać te wypociny.
Już zakończyłam ten rozdział bo nie miałam
siły go dalej dłużyć.
Taki smutaśny on jest i bezbarwny
nie podoba mi się.  

Prolog


Pewien brunet szedł właśnie w stronę często odwiedzającego  przez siebie klubu. Była godzina 1, może 2 w nocy. Pewnie każdy z was zastanowi się jaki on ma cel w tymże idzie na imprezę o tej godzinie? Wcale nie idzie się uchlać, używek też nie szuka. Więc co taka osoba może robić w takiego rodzaju miejscach?
 Rozglądał się po klubie szukając dobrze znanej mu twarzy, twarzy jego przyjaciółki,kumpeli nawet  osoby którą pokochał.Pokochał jak siostrę i pokochał jako dziewczynę. Znał ją już od pierwszego roku życia. Kiedy on miał dwa lata pojawiły się dwie ważne w jego życiu osoby. Ona.Dziewczynka o brązowych, kręconych włosach. Mieszkająca obok niego. I jeszcze on. Długo wyczekiwany przez niego brat. Brat którego miał stracić. Ale wróćmy do tematu. Zobaczył ją. Brązowooka dziewczyna siedziała właśnie przy barze.Właściwie to leżała na nim. Była kompletnie pijana. Kierował się w jej stronę.Wziął ją na ręce i najzwyczajniej w świecie niósł w stronę domu, który na szczęście był niedaleko. Położył ją na łóżku w swoim pokoju, wcześniej ściągając jej piętnasto-centymetrowe buty. Usiadł obok niej, w jego oczach był yłzy. Łzy które nie wyrażały aż takiego cierpienia samego chłopaka jak cierpienie brunetki będącej obok niego.
 –Coś ty z sobą zrobiła?- zapytał ledwo słyszal nietą dziewczynkę, która kiedyś była zawsze uśmiechnięta. Która obiecywała że nigdy nie będzie palić. Lecz co takiego się stało że jest taka jaka jest? A nie taka jak być powinna? Otóż taką zmianę zażyczył sobie Bóg, zabierając jej kawałek po kawałku podstawy jej życia. Gdy w wieku 13 lat nastolatce umarła mama, jej ojciec popadł w nałóg. Jak wiadomo alkohol niszczy człowieka, więc to samo stało się z wiecznie pijanym ojcem. Który mimo tego że często ją bił,:.był wsparciem w jej życiu… Pewnego dnia wracając pijany z baru, zataczając się od fosy do fosy, wpadł pod nadjeżdżający samochód. Zginął na miejscu. Zaledwie trzy miesiące temu dziewczyna miała ojca. A teraz? Teraz z wyjątkiem jego niema nic. Dwa miesiące spędziła w domu dziecka. Następnie zaadoptowała ją jej ciocia. Jak widać wiele się w jej życiu zmieniło. Na szczęście ma przy sobieprzyjaciół, którzy starają się by znowu wróciła ta dawna, stara Demi.